O mnie Lista
maratonów
Siedem
kontynentów
Marathon
Majors
Stolice
europejskie
Galerie
i relacje
Robert Celiński - relacje z maratonów Robert Celiński - moje maratony

2011-10-02, Koszyce (Słowacja)


Anulka wygrywa półmaraton,
ja truchtam po Koszycach

Relacja Roberta z 69. maratonu

Czas

Miejsce

%

3:40:04

263 /
774

34


Maratony Roberta

W 2011 roku praktycznie co miesiąc pokonywałem królewski dystans w różnych miejscach na świecie. W październiku miałem "dziurę" i stwierdziłem, że warto ją zapełnić jakimś maratonem, w którym jeszcze nie biegłem, ale gdzie trzeba lecieć samolotem. Wybór padł na Koszyce, gdzie zawsze chciałem wystartować. Przyciągało mnie przede wszystkim hasło "najstarszy maraton w Europie". Odbywa się od 1924 roku, z przerwą w latach 1938-1944 (choć o dziwo znalazłem wyniki również z tego okresu). W czasie naszego pobytu miała się odbyć 88. edycja. Koszyce nie są znaczącym miastem na mapie Europy, ale dzięki maratonowi stały się takim "europejskim Bostonem".

Impreza w Koszycach nosi nazwę "Maratonu Pokoju". Wygrywali w nim zawodnicy różnych narodowości, a największą postacią był zwycięzca z 1961 roku - Etiopczyk Bikila Abebe, dwukrotny mistrz olimpijski w maratonie z Rzymu (1960) i Tokio (1964). Akurat w czasie naszej obecności w Koszycach obchodzono 50-lecie zwycięstwa tej maratońskiej legendy. Trzeba też wspomnieć o polskich zwycięstwach Adama Draczyńskiego (2004), Andrzeja Krzyścina (1998) i dwukrotnie Wiesława Palczyńskiego (1992, 1993). Kobiety rywalizują w Koszycach od 1980 roku, a maraton wygrywały tu Wioletta Uryga (1997, 1998) i Edyta Lewandowska (2005).

Bikila Abebe - dwukrotny mistrz olimpijski wygrał maraton w Koszycach w 1961 roku

Do Koszyc wyjechaliśmy w sobotę rano i po południu byliśmy na miejscu. Nasz elegancki hotel Golden Rogal Boutique był ulokowany przy ulicy Vodna, w obrębie koszyckiej starówki. Pokój był bardzo ekskluzywny, zmartwiło nas tylko to, że w hotelowej restauracji miało się odbyć wesele.

Nasz "królewski" hotel

Przeszliśmy się do biura zawodów, które było ulokowane w zabytkowych podziemiach przy ulicy Hlavna. Jest ona otoczona ładnie odrestaurowanymi kamieniczkami, ale najważniejszym budynkiem jest stojąca na wielkiej wyspie na środku ulicy Katedra św. Elżbiety. Gotycka świątynia powstała w latach 1378-1508. Budynek jest olbrzymi i na pierwszy rzut oka niewiele ustępuje innym gotyckim świątyniom w największych europejskich miastach, np. w Kolonii, Paryżu czy Wiedniu.

Wąska uliczka pełna knajpek
Anulka przed koszyckim teatrem
Fontanna przed teatrem
Stąd do mety maratonu zostawało jakieś 300 metrów
Teatr
Katedra
Podświetlana fontanna

W wąskich korytarzach zabytkowych podziemi (Archeoligicky Komplex) tłoczyły się setki biegaczy, którzy przybyli tu odebrać numery startowe. Niestety, procedura była dość skomplikowana. Najpierw trzeba było odebrać kartę startową, a przez pół godziny nie dało się tego zrobić, bo organizatorom popsuła się drukarka. Przebywanie w takim tłoku w małym pomieszczeniu było bardzo męczące. Na szczęście w końcu udało się rozwiązać problem, odebraliśmy numery startowe i z ulgą odetchnęliśmy świeżym powietrzem po wyjściu z podziemi.

Wieczorem przeszliśmy się po klimatycznych ulicach koszyckiej starówki. Na niewielkim placyku można było podziwiać koncert smyczkowy. Kiedy doszliśmy do hotelu, goście weselni już się bawili, a imprezę rozkręcał didżej. Z wyższego piętra hotelu mieliśmy dobry widok na salę balową. Dobrze, że nasz pokój był na najwyższym piętrze i trochę na uboczu - udało nam się wyspać.

Wieczorny koncert na staromiejskiej uliczce
My

Następnego dnia zeszliśmy na wczesne śniadanie, które zostało zorganizowane w sali balowej. Widać było, że impreza niedawno się skończyła. W naszym hotelu było kilku biegaczy, a reszta nakryć była przygotowywana dla gości weselnych, którzy pewnie zeszli na dół kilka godzin po nas.

Przespacerowaliśmy się na start i zostawiliśmy rzeczy w depozycie. Robiło się ciepło, więc nie było konieczności ubierania się w dodatkowe rzeczy. Trochę zaspaliśmy przed startem i mimo, że byliśmy na miejscu 15 minut przed strzałem startera, to bardzo ciężko było się przepchnąć przez ogromny tłum. Na początku ulicy Hlavna ustawiło się blisko 800 maratończyków, dwa razy tyle półmaratończyków, a także liczni uczestnicy sztafety maratońskiej (4 zmiany po ponad 10 km). Szczególnie Anulce zależało na tym, żeby ustawić się z przodu, ale niestety, nie było takiej możliwości. Po strzale startera najpierw poruszaliśmy się żółwim tempem, a potem musieliśmy biec slalomem między znacznie wolniejszymi biegaczami. Szkoda, że organizatorzy nie pomyśleli o zorganizowaniu stref startowych przy takiej liczbie uczestników.

Anulka sporo straciła na starcie i pierwszym kilometrze, ale potem zaczęła odrabiać, biegnąc tempem znacząco poniżej 4:00/km. Wysunęła się na prowadzenie, a potem spokojnie kontrolowała sytuację. Wygrała półmaraton z czasem 1:21:35!

Tak wyglądała upragniona meta

Ja oczywiście nie próbowałem gonić żony. Na początku biegłem tempem 4:15/km, ale wiedziałem, że ciężko będzie mi tego dnia połamać granicę 3 godzin. Pierwsze 4 km prowadziły na północ Wodną i Kostoliańską. Potem obiegaliśmy park "Pod zamkiem" i przez krótki odcinek biegliśmy wzdłuż wałów rzeki Hornad. Potem trochę się kręciliśmy na niewielkim obszarze, by wrócić na południe, gdzie na 11 km dobiegaliśmy do ulicy Jużnej. Tam mieliśmy długą zwrotkę - ponad kilometr na północ i powrót na południe. Miałem okazję zobaczyć najlepszych zawodników, a także biegnącą po drugiej stronie ulicy Anulkę. Po zawrotce na Jużnej biegłem znowu na południe, a od 14. kilometra kierowałem się już na północ, ulicami położonymi na zachód od starówki. Na 19. kilometrze skręciłem w prawo, a stamtąd biegło się jeszcze 2 kilometry do końca pętli. Przy mecie szukałem wzrokiem Anulki, ale pewnie odpoczywała po biegu. Byłem ciekawy, jak jej poszło.

Na drugiej pętli straciłem motywację do biegu i znacznie zwolniłem. Potem na przemian truchtałem i maszerowałem. Na 30. kilometrze zmotywowała mnie Anulka. Wtedy wiedziałem, że świetnie jej poszło. Chciałem zdążyć na jej dekorację, więc starałem się biec trochę szybciej. Niestety, nie było to łatwe, bo upał dawał się we znaki. Przemieszczałem się bardzo powoli i dopiero ostatni kilometr przebiegłem trochę szybciej, a w końcówce zrobiłem nawet sprint.

Mocny finisz słabego maratonu

Czas był bardzo słaby - 3:40. Byłem zmęczony i dość długo dochodziłem do siebie. Kiedy do dekoracji wywołano półmaratończyków, musiałem szybko oprzytomnieć, żeby sfotografować Anulkę na najwyższym stopniu podium. Udało mi się uchwycić ją w ten sposób, że miała koronę z kopuły katedry ;-)

Anulka z pucharem, goździkiem i w koronie... z kopuły koszyckiej katedry ;-)

Po dekoracji wróciliśmy do hotelu i wkrótce wyjechaliśmy z Koszyc. Anulka odniosła sukces - wygrała ważny półmaraton i osiągnęła świetny wynik. Mnie udało się przebiec najstarszy maraton w Europie.

Jeżeli chodzi o atrakcje Koszyc, których nie udało nam się zobaczyć, to ciekawostką jest położona na południowo-zachodnich obrzeżach miasta dzielnica Lunik IX, prawdopodobnie największa romska dzielnica w Europie. Woleliśmy jednak ograniczyć zwiedzanie do koszyckiej starówki i nie krzątać się w takich miejscach ;-)

Galeria zdjęć z Koszyc

Wszystkie relacje Byledobiec Anin

Lista maratonów Roberta

Powrót


(c) 2010 - 2017 Byledobiec Anin