O mnie Lista
maratonów
Siedem
kontynentów
Marathon
Majors
Stolice
europejskie
Galerie
i relacje
Robert Celiński - relacje z maratonów Robert Celiński - moje maratony

2010-10-23, Stara Miłosna (Polska)


Spokojny bieg w pięknej
jesiennej scenerii

Relacja Roberta z 59. maratonu

Czas

Miejsce

%

3:15:34

6 /
60

10


Maratony Roberta

Maraton w Starej Miłosnej jest tradycyjnie imprezą, której nie może zabraknąć w moim kalendarzu startowym. Tak było też 2010 roku, kiedy to miałem wystartować w szóstej z rzędu edycji. Impreza z roku na rok cieszyła się coraz większą popularnością i wyższym poziomem, przez co nie mogłem już liczyć na zwycięstwa, jak w pierwszych trzech edycjach. Maraton stał się mniej kameralny, ale piękna leśna trasa i miła atmosfera pozostały bez zmian.

Na maraton miałem pojechać razem z Anulką, która mogła wystartować w rozgrywanym równolegle minimaratonie (bieg na jednej pętli maratonu, przeszło 7 km). Niestety, obowiązki związane z remontem spowodowały, że ktoś musiał zostać w Bielsku i do Warszawy pojechałem sam. Wyruszyłem w piątek po pracy i po pokonaniu męczącej trasy dojechałem późno do Anina.

W sobotę rano stawiłem się Starej Miłosnej, żeby znów pobiegać po moim lesie. W biurze zostałem ciepło przyjęty przez Anię i Izę i otrzymałem numer startowy 1. Na pewno nie byłem faworytem tego biegu, ale w końcu nikt inny nie brał udziału aż w tylu edycjach tej imprezy. Nie nastawiałem się na wysokie miejsce, chciałem przebiec ten maraton w dobrej formie i cieszyć się piękną trasą.

15 minut przed maratończykami wystartowali zawodnicy biegnący jedną pętlę, wśród nich z naszego klubu: Iwona, Sylwek, Tomek, Adam i Kazik. Jak się dowiedziałem po przebiegnięciu pierwszej pętli, zdominowaliśmy te zawody - zgarnęliśmy męskie podium, a Iwona wygrała wśród kobiet.

Sylwek, Tomek i Adam już dobiegli - pierwsza trójka w minimaratonie, fot. Robert Drózd
Iwona na najwyższym stopniu podium wśród kobiet, fot. Robert Drózd

W maratonie wystartowało 60 zawodników i była to najwyższa frekwencja w historii. Pojawili się faworyci - Zbigniew Koper (zwycięzca dwóch poprzednich edycji) i Paweł Kuryło. Groźnie zapowiadała się także grupa z Litwy. Ja miałem plan, żeby przez większość biegu trzymać tempo Jurka, który był ostatnio w podobnej formie jak ja, jednak wydawał się bardziej wypoczęty. Nasz klub mieli też reprezentować Jarek i Jacek.

Startujemy w tych pięknych okolicznościach przyrody, fot. Robert Drózd

Faworyci od początku narzucili bardzo mocne tempo i szybko zniknęli mi z oczu. Ja trzymałem się na ósmym miejscu, mając w zasięgu wzroku Jurka. Pierwszą pętlę zrobiliśmy w 31 minut, ale wiedziałem, że kolejne będą wolniejsze. Pętla okazała się dłuższa niż 7 km - na Garminie wychodziło około 7150 m. Pierwszy raz nie rozpoczynaliśmy maratonu od dokrętki 195 metrów, ale i tak mieliśmy przebiec blisko 1 km ekstra.

Nie obrażałem się dłuższą trasę, bo była w tym roku wyjątkowo piękna. Pogoda dopisała i mieliśmy w Mazowieckim Parku Krajobrazowym prawdziwą złotą polską jesień. Początek pętli przebiegał na przedłużeniu ulicy Fabrycznej. Tutaj dużym zaskoczeniem był otwarty niedawno w środku lasu bar. Potem skręcaliśmy w prawo na czerwony szlak, gdzie czekała na nas masakryczna górka, pełna piachu i korzeni. Dalej kierowaliśmy się w stronę żółtego szlaku, a za zabudowaniami w Zbójnej Górze skręcaliśmy na północ. Przecinaliśmy zielony szlak i po dłuższym biegu skręcaliśmy w prawo w czerwony. Wzdłuż niego biegliśmy do leśnej mogiły (kolejny podbieg), potem zielonym przy Macierowym Bagnie, końcówka w stronę zabudowań w Starej Miłosnej i powrót Fabryczną na start.

Humor nie opuszczał mnie po pierwszym kółku...

Na drugim kółku pilnowałem swojego miejsca i biegłem za Jurkiem. Pod koniec trzeciego kółka zawodnik biegnący przede mną totalnie osłabł i zaczął iść. Ja biegłem przez chwilę z Litwinem, który również deklarował, że postara się utrzymać tempo na 3:15. Życie jednak prędko zweryfikowało jego plany - dobiegł daleko za nami. Na czwartym kółku trzymałem się jeszcze Jurka, ale zapowiedziałem, że na dwóch ostatnich będę musiał trochę zwolnić. Jak powiedziałem, tak zrobiłem - zabawiłem trochę na punkcie żywieniowym po 4 pętlach i Jurka mogłem potem zobaczyć dopiero na mecie. Ostatnie 2 kółka biegłem bardzo spokojnie. Nie miałem kryzysu i utrzymywałem przyzwoite tempo. Dublowałem kolejnych zawodników, życząc wszystkim powodzenia. Niektórzy nie odpowiadali - może nie mieli siły, a może trafiałem akurat na reprezentantów Litwy.

...jak i po kolejnych - i tak już było do końca biegu :-)

Do mety dobiegłem w zakładanym czasie na niezagrożonym szóstym miejscu. Wygrał Paweł Kuryło, łamiąc 3 godziny, a niewiele za nim był Zbyszek Koper. Okazało się, że Jurek zdążył jeszcze pod koniec wyprzedzić jednego zawodnika i był czwarty. Jednocześnie znów zdobył tytuł mistrza Starej Miłosnej w maratonie. Dobrze pobiegł również Jarek, który w tej klasyfikacji uplasował się na drugim miejscu. Trochę poniżej swoich oczekiwań dobiegł Jacek, zamykając stawkę Byledobieców w tym biegu na 16 miejscu.

Po biegu udało mi się jeszcze porozmawiać z kilkoma osobami, dość szybko wróciłem do domu i wziąłem kąpiel solankową. Wieczorem miło spędziłem czas na pomaratońskiej imprezie u Ani. Było tam sporo członków naszego klubu. Następnego dnia rozkręciłęm stół do piłkarzyków i jakimś cudem zapakowaliśmy go z Markiem do Fiata Sedici (zmieścił się dosłownie na centymentry). Tak zapakowanym samochodem wyjechałem w stronę Bielska, po drodze zahaczając jeszcze o Lesznowolę, gdzie tego dnia odbywał się minimaraton. Udało mi się tam dojechać niedługo po biegu i zdążyłem jeszcze posłuchać wrażeń Eli, Adama, Sylwka i Kazika. Wieczorem dojechałem do Bielska, zadowolony z udanego weekendu.

Wszystkie relacje Byledobiec Anin

Lista maratonów Roberta

Powrót


(c) 2010 - 2017 Byledobiec Anin