O mnie Lista
maratonów
Siedem
kontynentów
Marathon
Majors
Stolice
europejskie
Galerie
i relacje
Robert Celiński - relacje z maratonów
10.08.2008
Mont Blanc 4810 m n.p.m.
Droga wejścia: Grań Gouter, Via Normale

Nasza wyprawa tak naprawdę zaczęła się w moim ulubionym Parku Narodowym Gran Paradiso, a dokładnie na szczycie o tej samej nazwie (4061 m.n.p.m, najwyższy szczyt w Alpach Grackich ), gdzie udaliśmy się w celu zdobycia aklimatyzacji. Wspinaczka powyżej 3000m może dać się we znaki ze względu na niskie ciśnienie (na szczycie Mont Blanc jest tylko 650 hPa, norma na nizinie to ok. 1000 hPa) oraz mniejszą zawartość tlenu w powietrzu. Serce i płuca muszą się do tego powoli przyzwyczajać, inaczej może grozić tzw. choroba wysokościowa. Po zdobyciu Gran Paradiso udaliśmy się do Chamonix, aby już na drugi dzień (noc spędziliśmy na polu namiotowym w Les Houches) udać się kolejką linową z Les Houches (1100 m.n.p.m) na wysokość 1800 m.n.p.m gdzie ma swoja stację popularny Tramwaj du Mont Blanc, który praktycznie rozpoczyna swój bieg w St- Gervais-Les; Bains a kończy na Le Nid d-Aigle na wysokości 2372 m n.p.m.

Tramwaj du Mont Blanc

Od ostatniego przystanku tramwaju idziemy szlakiem cały czas pod górę dochodząc do naszego pierwszego obozu na Tete Rousse ( 3167 m n.p.m. ). Tam spędzamy noc.

I obóz na Tete Rousse 3.167 m n.p.m.

Już o świcie (pobudka około godziny 4:30), jemy śniadanie i z zamiarem dojścia do drugiego obozu na Gouter ( 3817 m n.p.m. ) atakujemy Wielki Kuluar zwany "The Rolling Stones" tj. Kuluar Spadających Kamieni. Właściwie jest to jeden z najniebezpieczniejszych fragmentów tej trasy. Na kuluarze warto jest założyć raki, gdyż pomimo, że do przejścia jest tylko kilka metrów odcinek ten jest bardzo stromy i śliski.

Kuluar Spadających Kamieni

Następnie do przejścia jest 500 m skały. Trzeba ją przechodzić wcześnie rano, póki kamienie są zmrożone i słońce nie wprawi ich w ruch. Niezbędny jest oczywiście kask. Tam też najbardziej przydają się taśmy i karabinki, którymi można się wpiąć w stalowe liny umieszczone w skale w najbardziej ekstremalnych miejscach.

Wspinaczka na Grań Gouter

Po około 3 godzinach dochodzimy do schroniska na Aiguille du Gouter. Tutaj można zjeść ciepły posiłek, napić się herbaty (ceny są potwornie wysokie, jak przystało na taką wysokość) i sprawdzić prognozę pogody. Niedaleko od schroniska rozbijamy obóz wypadowy na Mont Blanc oraz zabieramy się do kilkugodzinnego topienia śniegu na posiłek. Każda osoba powinna wypić min 2 l wody, aby się nie odwodnić. Na tej wysokości traci się bardzo dużo wody poprzez pocenie (praktycznie się go nie odczuwa, bo jest zimno) oraz krótkie, ale głębokie oddychanie. Ponadto, roztopiony śnieg jest właściwie wodą destylowaną i zamiast uzupełniać minerały w organizmie - wypłukuje je, więc warto zabrać ze sobą jakieś minerały w tabletkach.

Obóz wypadowy rozbity na grani Gouter

Wczesnym rakiem, około godziny 5 rano, wyruszamy w kierunku Mont Blanc z zamiarem zdobycia szczytu. Cały ciężki sprzęt pozostaje w namiotach na grani. Zabieramy ze sobą tylko niezbędne rzeczy i jedzenie szturmowe, lekkie, ale wysokokaloryczne. Większość ludzi wychodzi już ze schroniska około godz. 2, choć wtedy trasa jest dość zatłoczona.

Mont Blanc w pełnej okazałości

Po około 2,5 godz. wspinaczki dochodzimy do schronu Bivouac Vallot. Schron ten niepozornie przyklejony do urwiska na wysokośći 4.362 m n.p.m. już wielokrotnie uratował życie wielu wspinaczom. Jest to bezobsługowy schron, gdzie można schronić się w razie nagłego załamania pogody czy w innych niebezpiecznych dla życia sytuacjach. Następnie pokonujemy lodowe granie Grande Les Bosses, Petite...

do pokonania jest wiele stromych zboczy

...aż w końcu po około 6 godzinach wspinaczki dochodzimy do szczytu, najwyżej położonego miejsca w Europie - Mont Blanc. Zgodnie z Międzynarodową Unią Geograficzna to M. Blanc jest najwyższym szczytem Europy, a nie Elbrus.

Upragniony szczyt Mont Blanc

Spędzamy tam około 30 min. Temperatura powietrza wynosiła około -6 stopni, więc nie było zbyt zimno. Trochę dokuczał mi ból głowy, ale radość była tak wielka, że szybko o nim zapomniałam. Następnie wracamy do naszego obozu na Gouter, gdzie spędzamy noc. Kolejnego dnia w pośpiechu się pakujemy, gdyż zapowiadały załamanie pogody, a niebo zaczęło się robić ciemne. Zabieramy również w plastikowych torbach stertę śmieci i przyczepiamy do plecaków, aby przy kolejce tramwajowej wyrzucić je do specjalnych kontenerów regularnie opróżnianych przez helikoptery. Schodzimy do Les Hoches, gdzie w końcu możemy uczcić zdobycie szczytu francuskim winem...

Była to niezwykła przygoda ponieważ: 1) zdecydowałam się na tą wyprawę praktycznie na 10 dni przed wyjazdem...wcześniej myślałam, aby pojechać na plażę do Brazylii 2) dowiedziałam się, że uzyskanie wody ze śniegu nie jest takie łatwe; trzeba mieć dużo śniegu i dużo czasu :-); 3) zobaczyłam jak wygląda świat z innej perspektywy; a wygląda inaczej z poziomu ponad 4800 m.n.p.m;(świetnie zauważalna jest kulistość ziemi). Ponadto można przemyśleć wiele spraw patrząc na nie z całkowicie innej perspektywy; 4) dowiedziałam się, że można wytrzymać bez mycia się 3 dni! 5) Poznałam człowieka o wielkim sercu i niezwykłej wrażliwości


Powrót


(c) 2010 - 2017 Byledobiec Anin