O mnie Lista
maratonów
Siedem
kontynentów
Marathon
Majors
Stolice
europejskie
Galerie
i relacje
Robert Celiński - relacje z maratonów Robert Celiński - moje maratony

2006-05-21, Toruń (Polska)


Sprowadziłem brata
na właściwą drogę

Relacja Roberta z 14. maratonu

Czas

Miejsce

%

3:07:19

38 /
339

11.2


Maratony Roberta

Alexa udało mi się wciągnąć w bieganie przy okazji Biegu Powstania Warszawskiego w 2005 roku. Szybko się rozkręcił i uzyskiwał bardzo dobre wyniki na krótszych dystansach. Zaczął się przymierzać do maratonu. Nie miał wyjścia - musiał wziąć udział w biegu na dystansie 42195 m, skoro 1 lipca planowaliśmy udział w Biegu Rzeźnika. Uznaliśmy, że najlepszym terminem na maratoński debiut będzie dla niego maraton w Toruniu. Sama nazwa jest związana z bieganiem - po angielsku brzmi ona "to run", czyli "biegać". Przy okazji, chcieliśmy zwiedzić to piękne miasto.

Do Torunia wyjechaliśmy w sobotę rano i sprawnie dotarliśmy na miejsce. Poszliśmy do zarezerwowanego wcześniej "Hoteliku w centrum", umiejscowionego blisko Rynku Nowomiejskiego. Pokój bardzo nam odpowiadał. Potem od razu poszliśmy odebrać maratońskie pakiety. Do biura przy Rynku Nowomiejskim dotarliśmy jako jedni z pierwszych, otrzymując niskie numery startowe. Alex miał 22 - tyle, ile lat kończył w tym roku.

Zatrzymaliśmy się na trochę w klubie, gdzie wynajęliśmy stół bilardowy. Stoczyłem z Alexem morderczą batalię i po przegraniu dwóch pierwszych gier, udało mi się ostatecznie wygrać 3:2.

Czas było ruszać na zwiedzanie Torunia. Najpierw skierowaliśmy się na północ do siedziby naszego ulubionego Radia Maryja. Potem wróciliśmy na Stare Miasto i rozpoczęliśmy zwiedzanie, zgodnie z przygotowanym przeze mnie wcześniej planem.

Serdecznie witamy - pierwsze kroki w Toruniu zaprowadziły nas pod siedzibę naszego ulubionego radia

Rozpoczęliśmy od Placu Teatralnego, po czym przeszliśmy się uliczkami koło uniwersytetu. Tuż obok znajduje się okrągła wieża więzienia. Przeszliśmy również obok Kościoła Mariackiego. Potem dotarliśmy do zespołu murów obronnych i obejrzeliśmy Krzywą Wieżę. Przeszliśmy się Bulwarem Filadelfijskim i spędziliśmy chwilę nad Wisłą. Zobaczyliśmy dom Kopernika, bazylikę świętych Janów (Chrzciciela i Ewangelisty) i przeszliśmy się na Rynek Staromiejski.

Krzywa Wieża
Pod domem Mikołaja Kopernika
Z psem kowala

Obeszliśmy rynek dookoła. Nie jest duży, ale za to bardzo ładny. Największą jego atrakcją jest stojący na środku Ratusz Staromiejski z 1391 roku.

Pomnik Kopernika na Rynku Staromiejskim

Na koniec poszliśmy na Zamek Krzyżacki i zwiedziliśmy jego podziemia. Przypomniały mi się wycieczki szkolne, kiedy to wszyscy musieli się trzymać przewodnika, poruszać się ślimaczym tempem i opierać się ze zmęczenia o ściany. Na szczęście teraz mogliśmy sami kontrolować nasz czas. Po wizycie w podziemiach pobawiliśmy się w strzelanie ze starego łuku do tarczy. Poszło mi lepiej od Alexa - miałem jeden super strzał.

Na Zamku Krzyżackim - w strzelaniu byłem dobry
Wygłupy na Zamku Krzyżackim

Po tych wszystkich atrakcjach, poszliśmy na Rynek Nowomiejski, na którym miało się odbyć pasta party. Muszę przyznać, że była to jedna z najbardziej eleganckich makaronowych imprez, w jakich brałem udział. Na przyjęciu był obecny prezydent Torunia, odbyły się pokazy artystyczne, a przede wszystkim - catering był super. "Może życzycie sobie państwo wina? Jest bardzo dobre." - usłyszeliśmy od hostessy.

Wyjątkowo eleganckie pasta party

Po imprezie od razu wróciliśmy do hotelu. Przygotowaliśmy wszystko na następny dzień i poszliśmy spać.

Wszystko przygotowane - nawet poduszki zostały przebrane w koszulki maratonu

Rano wstaliśmy odpowiednio wcześnie i zjedliśmy lekkie śniadanie. Nasze rzeczy zostawiliśmy w recepcji i zastrzegliśmy sobie możliwość wzięcia prysznica po biegu. Wyszliśmy z hotelu przebrani w koszulki biegowe. "O, jacyś zawodowcy" - stwierdził na nasz widok jakiś przypadkowy przechodzień. Rzeczywiście, stroje mieliśmy eleganckie i dla laika mogliśmy wyglądać na super profesjonalistów.

Rozgrzewka przed startem honorowym na rynku...

Na Starym Mieście rozgrzewało się już sporo biegaczy. Potruchtaliśmy trochę ulicą Królowej Jadwigi, którą mieliśmy biec finiszowe metry maratonu. Potem odbył się start honorowy pod pomnikiem Kopernika, po czy udaliśmy się poza obszar Starego Miasta, żeby ustawić się do startu ostrego na ulicy Solidarności.

W czasie rozgrzewki w Parku Etnograficznym poznaliśmy Andrzeja Radzymina. Ten pochodzący z Hajnówki biegacz był wtedy w świetnej formie i regularnie biegał maratony poniżej 3 godzin. Dla mnie to było wtedy marzenie. Okazało się, że już wcześniej zamieniliśmy ze sobą dwa słowa w czasie Maratonu Warszawskiego. Andrzej prowadził wtedy grupę na 3:15 i chciał mnie zgarnąć na ostatnich kilometrach, żebym przyłączył się do jego ekipy. Mówił, że mam dobrą sylwetkę i na pewno dam radę. Niestety, nie samą sylwetką się biega - skończyłem wtedy maraton 5 minut po nim - w 3:20. Potem okazało się, że Andrzej jest tatą Andrzeja juniora, z którym pracowałem w jednej firmie. Świat jest mały ;-)

Ustawiliśmy się na starcie w niezbyt licznej grupie - maratończyków było około 350, a około 70 osób biegło półmaraton. Ci drudzy mieli skończyć bieg daleko za Toruniem, skąd z powrotem miały ich zabrać autokary. Maratończycy finiszowali na Rynku Nowomiejskim. Linia startu była bardzo szeroka, dzięki czemu nie było tłoku i wszystko odbyło się bardzo płynnie. Na starcie widać było poprzedniego zwycięzcę biegu i faworyta, Artura Pelo. Rozpoznałem też kilku innych dobrych zawodników. Swoją krzykliwą koszulką uwagę zwracał na siebie poseł Antoni Mężydło.

...i poooszli!

Ruszyłem dosyć mocno i musiałem się hamować. Wybiegliśmy z Torunia drogą na północ. Złapałem się grupy, w której biegły dwie półmaratonki. Niedługo potem zaczęły się sporo wzniesienia, które utrudniały mi utrzymania mocnego tempa. Mimo wszystko, uciekłem tym dwóm biegaczkom i starałem się biec tempem poniżej 4:15/km. Od 15 km biegłem z dwoma zawodnikami, którzy celowali w czas poniżej 3 godzin. Jeden z nich miał życiówkę w granicach 2:40, uzyskaną w pierwszym Maratonie Warszawskim w 1979 roku.

Wodopój w okolicach 15 kilometra - jeszcze biegłem na 3 godziny

W okolicach półmetka w Biskupicach była długa mijanka, na której miałem okazję zobaczyć kilku szybszych zawodników, między innymi Dominika Wasilewskiego z Entre.pl, który biegł tego dnia po świetny wynik 2:48. Po nawrocie widziałem nadbiegającego z przeciwka Alexa i gorąco mu kibicowałem. Szło mu dobrze.

Na tych odcinkach bardzo przeszkadzał nam silny, porywisty wiatr. Mimo wszystko, walczyłem dalej. Przed 30. kilometrem czułem, że powoli zaczynam słabnąć. Nie byłem w stanie utrzymać tempa moich towarzyszy. Stopniowo zwalniałem w czasie powrotu do Torunia. W końcu było mi tak ciężko, że musiałem się przejść. Powtórzył się problem z Wiednia, choć na szczęście już nie w tym wymiarze. Zdążyło mnie wyprzedzić kilku zawodników, ale kiedy dotarłem w znajome strony, zacząłem biec już nieco szybciej. Na Rynku Staromiejskim stało sporo kibiców i oni dodali mi animuszu. Zdecydowanie przyspieszyłem, a za pomnikiem Kopernika ostro skręciłem w ulicę Szeroką, a potem na ostatnią prostą w Królowej Jadwigi. Tutaj udało mi się zdecydowanie wyprzedzić jednego zawodnika i zadowolony wpadłem na metę. Czas nie był wprawdzie rewelacyjny (3:07), bo po cichu liczyłem na złamanie 3 godzin. Wiedziałem jednak, że i tak jestem już w niezłej formie.

Ostry finisz po powolnych ostatnich kilometrach

Poczekałem na Alexa, który celował w wynik w okolicach 3:15. Dobiegł kwadrans po mnie. Mówił, że pod koniec osłabł, ale ani przez chwilę nie szedł. Może zatem śmiało powiedzieć, że przebiegł swój pierwszy maraton. Obaj byliśmy zadowoleni.

Alex zostaje maratończykiem

Poszliśmy jeszcze na chwilę na Rynek Staromiejski, żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie pod pomnikiem Kopernika. Maraton w Toruniu znowu wygrał Artur Pelo z mało imponującym czasem 2:26. Ponieważ nie uzyskał rekordu trasy, nagroda za jego ustanowienia miała być losowana wśród uczestników biegu. Dużo osób zostało zatem na zakończenie, bo perspektywa wygrania samochodu była kusząca. Niestety, w losowaniu nam się nie powiodło i do Warszawy musieliśmy wrócić Skodą naszych rodziców. W drodze powrotnej do hotelu spotkaliśmy poznanego przed biegiem Andrzeja - uzyskał wynik 2:55. Poseł Mężydło miał równe 3:15, zatem uplasował się między mną a Alexem.

Pamiątkowe zdjęcie po biegu pod pomnikiem Kopernika

To był bardzo udany weekend - turystycznie i biegowo. Zwiedziliśmy Toruń, a Alex zawsze będzie pamiętał, że to tutaj zaliczył swój maratoński debiut.

Wszystkie relacje Byledobiec Anin

Lista maratonów Roberta

Powrót


(c) 2010 - 2017 Byledobiec Anin