O mnie Lista
maratonów
Siedem
kontynentów
Marathon
Majors
Stolice
europejskie
Galerie
i relacje
Robert Celiński - relacje z maratonów Robert Celiński - moje maratony

2004-11-14, Monako (Monako)


Wspaniały maraton
na Lazurowym Wybrzeżu

Relacja Roberta z 3. maratonu

Czas

Miejsce

%

3:34:35

447 /
1646

27.2


Maratony Roberta

Po maratonie w Warszawie zrobiłem sobie kilka 20 km treningów, byłem coraz mocniejszy. Zacząłem planować kolejne maratony - najpierw w Poznaniu, a potem gdzieś za granicą . Wybór padł na Ateny - ojczyznę maratonu. Bieg prowadził tą samą trasą, którą pokonali w tym samym roku olimpijczycy. "Biegłem w maratonie w Atenach w 2004" - fajnie brzmi. Już miałem wpłacać wpisowe na maraton, który miał się odbyć 7.11, ale uprzedził mnie przyjaciel (Czyżu), zapraszając w tym samym czasie na ślub. Nie było się co zastanawiać - znowu wszedłem na stronę z maratonami na świecie. Znalazłem bieg tydzień później - skrót kraju MON na szczęście oznaczał Monako, a nie Mongolię. Sprawdziłem loty i wszystko grało - w perspektywie miałem urlop na Lazurowym Wybrzeżu.

Niestety, na kilka dni przed maratonem w Poznaniu (10.10) ostro się rozchorowałem. Oddałem bilet kolejowy, anulowałem rezerwację hotelu. Choroba wymusiła ponad dwutygodniową przerwę w treningach. To było ostatni raz, kiedy zdecydowałem się wziąć antybiotyk, przez który mógj organizm był bardzo osłabiony. Przez następne 3 tygodnie nadrabiałem zaległości.

Na maraton wyleciałem w poniedziałek, na tydzień przed startem. To był mój pierwszy urlop w nowej pracy - 7 dni + weekend + 11 listopada. W międzyczasie okazało się, że w Nicei studiuje mój kolega Bujnos - odebrał mnie na lotnisku i pomógł zaplanować pobyt. Mieszkałem w Menton - jakieś 10 km na wschód od Monako wzdłuż morza - na krótkim odcinku francuskiego wybrzeża, między Monako a terytorium Włoch. Menton to urocze śródziemnomorskie miasteczko, kiedyś rybackie, teraz głównie turystyczne. Upatrzony wcześniej hotel specjalnie mi nie odpowiadał i po dwóch dniach znalazłem na miejscu lepszą opcję. Zaliczyłem wycieczkę biegową do Monako i urządziłem sobie zwiedzanie w spodenkach. Podobną wycieczkę zrobiłem sobie na wschód do włoskiego turystycznego miasteczka Ventimiglia. 11 listopada wypadło święto (zakończenie I wojny światowej) i przy okazji wolnego dnia wybraliśmy się ze znajomymi na wycieczkę po Lazurowym Wybrzeżu do Cannes (aleja gwiazd) i Antibes (muzeum Picassa). W sobotę pojechałem do Monako, żeby odebrać numer startowy. Przy okazji miałem cały dzień na zwiedzanie księstwa w "bardziej cywilizowanym" stroju. Odwiedziłem między innymi słynne kasyno w Monte Carlo, gdzie oczywiście przegrałem całą z góry przeznaczoną na zabawę, niewielką kwotę. Byłem w dzielnicy książęcej i zwiedziłem muzeum oceanografii.

Niestety, w czasie mojej super wycieczki do Monako wszystko filmowałem, ale nie miałem aparatu i nie zrobiłem żadnych zdjęć. Te poniżej są autorstwa mojej żony - zrobiła je w czasie swojej wycieczki na Lazurowe Wybrzeże w czerwcu 2007 roku (wtedy jeszcze się nie znaliśmy).

Takie widoki są możliwe tylko w Monako
Słynne kasyno w Monte Carlo
Słuszna tusza - niegdyś symbol bogactwa
Statki w Port Hercule
Kasyno widziane od strony morza
Port Hercule, wyżej widać charakterystyczne skały Monako
Uliczka w Monako

Wieczorem zrezygnowałem z pasta party i zakupiłem w delikatesach mój standardowy francuski posiłek: świeżą bagietkę, ser pleśniowy, pomidora, winogrona i czerwone wino. Poza tym posiłkowałem się przywiezioną z Polski kiełbasą krakowską suchą. Może nie jest to typowo maratońskie danie, ale takie posiłki jadałem 2 razy dziennie i bardzo mi smakowały. Kładąc się spać potknąłem się o kabel podłączonej do kontaktu kamery. Upadła na ziemię i taki wstrząs musiał jej zaszkodzić, bo odmówiła współpracy. Mój kolega już był przeszkolony z obsługi kamery, żeby nakręcić wzorową relację z maratonu, a tu taki pech :-( W nocy długo nie mogłem zasnąć, byłem bardzo podekscytowany startem.

Podbieg w parku przed kasynym, zamykający pętlę w Monako

Trasa maratonu w Monako jest wyjątkowa. Wystartowaliśmy obok parku przed Kasynem, gdzie biegacze są pozdrawiani z balkonu przez księcia. Zaliczyliśmy kółko w Monte Carlo - najpierw stromy spadek, potem wzniesienie - z powrotem przed kasyno. Ta część trasy pokrywa się w dużej części z Circuit de Monaco, na którym odbywają się wyścigi Formuły 1. Tor tworzą wtedy ulice na co dzień wykorzystywane przez normalne samochody. Grand Prix Monaco było potem wyścigiem F1, który czasem oglądam z dużym sentymentem. W czasie maratonu poruszałem się trochę wolniej, niż bolidy, szczególnie na prostych ;-)

Po zaliczeniu Circuit de Monaco biegnie się dalej na wschód - w stronę Włoch. Przez cały czas poruszaliśmy się wzdłuż morza i można było podziwiać piękne widoki Lazurowego Wybrzeża. Wbiegliśmy na terytorium Francji do Cap Martin, a dalej promenadą Menton, tuż nad brzegiem morza. Potem wybiega się do Włoch, gdzie zaczynają się długie, ciemne tunele. Przed Ventimiglią jest zawrotka i powrót odbywa się praktycznie tą samą trasą.

Początek długiej prostej - z Monako przez Francję do Włoch

W dzień maratonu pogoda była piękna i mimo upału biegło mi się fantastycznie, mijając kolejne palmy na promenadzie Menton. Wiedziałem, że najgorsze czeka mnie po 31. kilometrze, wtedy trasa gwałtowanie szła w górę na skały Cap Martin. Moja grupa biegnąca na 3:30 została wtedy rozbita w bardzo brutalny sposób. Wielu trzymających do tej pory tempo biegaczy nie sprostało tak stromej przeszkodzie i zaczęło iść - masę osób zostawiłem za plecami. Cały czas podbiegałem, choć znacznie wolniej i straciłem z oczu pace makera na 3:30.

Na promenadzie w Menton, niedługo przed morderczym podbiegiem

Przed biegiem liczyłem się z drobną stratą czasu, ale za wszelką cenę chciałem przebiec cały dystans. Wiedziałem, że po wdrapaniu się na górę na 34. km będę już widział charakterystyczną skałę nad Monako, a dalej czekał mnie długi odcinek z górki. Było to zbawienne dla moich zmęczonych nóg, choć na płaskich ostatnich kilometrach stoczyłem ciężką walkę. W tunelu pod Monaco Ville (zabytkowej dzielnicy) ludzie zajmowali się jakimś biegaczem, który zasłabł na kilometr przed metą. W ciemnym zapleczu stadionu było znowu pod górkę, biegacz obok zaczął coś do mnie mówić zadyszanym głosem i choć nie znam francuskiego, to z jego wypowiedzi zrozumiałem coś w stylu: "Jeszcze jedną górkę nam na koniec zafundowali" ;-)

Szalony finisz na ostatniej prostej

Chwilę później wbiegłem na stadion Louisa II, na którym gra AS Monaco i często odbywają się zawody lekkoatletyczne. Znowu stała się jasność, pod nogami nie miałem już asfaltu ani betonu, tylko sprężystą nawierzchnię bieżni. Przyspieszyłem "łykając" kolejnych biegaczy, ostatnie 100 m to już był prawdziwy sprint, liczba decybeli na stadionie zwiększyła się gwałtownie na moją cześć, co dodało mi skrzydeł, triumfalnie wparowałem na metę. Byłem z siebie bardzo dumny - dobiegłem do mety w czasie 3:34 i był to mój pierwszy naprawdę przebiegnięty w życiu maraton, z fantastycznym finiszem :-)

Z Olą i Bujnosem na stadionie Luisa II

W przygotowanym bufecie najadłem się suszonych owoców i czekolady, poszedłem na trybuny, gdzie odebrałem gratulacje od znajomych. Nie wiem, ile czeka mnie jeszcze wspaniałych startów w maratonach - ten w Monako zawsze będzie dla mnie wyjątkowy.

Nazajutrz pojechałem do znajomych do Nicei, gdzie spędziłem dwa urocze dni. Urlop był bardzo udany, wynik sportowy jeszcze lepszy - miałem wspomnień co najmniej na całą zimę. Po maratonie w Monako naprawdę pokochałem bieganie :-)

Wszystkie relacje Byledobiec Anin

Lista maratonów Roberta

Powrót


(c) 2010 - 2017 Byledobiec Anin